bielsko.info - świeże spojrzenie na miasto bielsko.info

świeże spojrzenie na miasto

Wiadomości

  • 20 grudnia 2017
  • 24 grudnia 2017
  • wyświetleń: 4763

Sebastian Kawa jako pierwszy przeleciał szybowcem nad Ukrainą!

Na Ukrainie nadal obowiązuje model nadzoru nad ruchem lotniczym. Zabiegi Sebastiana Kawy o uzyskanie zgody na loty przez Gorgany trwały ponad 3 miesiące. W końcu się udało. Pilot z Bielska-Białej jako pierwszy przeleciał szybowcem nad Ukrainą!

Sebastian Kawa nad Ukrainą · fot.


Otrzymanie pozwolenia wymagało uzgodnień na szczeblu ministerstw spraw zagranicznych i centralnych władz lotnictwa obu krajów. W działania te zaangażowała się również ambasada oraz konsul we Lwowie. W minionych dniach Sebastian Kawa uzyskał zgodę na jeden lot. Aby zrealizować ten cel, Jens Kroeger pożyczył bielskiemu pilotowi swój dwumiejscowy szybowiec ASH 25. Po kilku nieudanych próbach, zarówno ze względu na wiatr, jak i brak zgody na podejście do napowietrznej bramy na Ukrainę, 14 grudnia Sebastianowi Kawie udało się przekroczyć granicę.

Sebastian Kawa nad Ukrainą · fot.


- Dziś wcześnie obudzili się chłopcy w Żernicy. Nad Europę nasunął się duży cyklon. Nasilające się podmuchy i szybko rozbudowujące się chmury ze śnieżnym ładunkiem ponaglały do startu, toteż oderwali się od ziemi o świcie. Jak na złość zielone wzgórza nad Soliną nie dawały dostatecznego podparcia, a silnik podobnie jak w Himalajach ani myślał o wznowieniu pracy, gdy schowano go po starcie do przytulnego kadłuba. Gdy wysokość uciułana nad znanym z historii Baligrodem pozwoliła na oddalenie się od opasłych śniegowych chmur odcinających powrót na ziemię, uciekli nad Pasmo Caryńskie. Tam regularna fala wyniosła ich sprawnie do wysokości ponad 6000 m niezbędnej dla przekroczenia bramy odlotu w punkcie LUGOL. Tym razem na wieży we Lwowie nie było atamanów przywiązanych do swych archaicznych i sztywnych reguł, więc Magdalena, Henryk, Grzegorz, Filip z Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej i Janek Krzyżanowski z wieży na Okęciu wynegocjowali realizację planu lotu. Radość rozsadzała serce na widok ikonki naszego szybowca mijającej szybko trawersy kresowych miejscowości - czytamy fragment relacji na stronie Sebastian Kawy.

Sebastian Kawa nad Ukrainą · fot.


Pilot utrzymując wysokość około 6000-7000 m, w niespełna godzinę zbliżył się do granicy z Rumunią. Służby ukraińskie nakazały im powrót nad górą Pop Ivan w Czarnohorze. W locie na fali tempo nie spadło i oscylowało blisko 200 km/h prędkości podróżnej. Jednak śniegowa ściana frontu dotarła już do uzdrowiska Truskawiec. Na obejście burz śnieżnych nie było szans, więc Sebastian poprosił o zgodę na powtórny bieg ku Rumunii. Choć upłynęło sporo czasu nim dolecieli znów do Rumunii i wrócili pod Truskawiec, potężni posłańcy zimy ani myśleli ustępować z drogi do Polski.

W pobliżu granicy zmienił się też niekorzystnie kierunek wiatru i trzeba było przebijać chmury. W ostatnim wznoszeniu falowym załoga mozolnie walczyła o stopy wysokości potrzebnej na pełną zagrożeń końcówkę lotu. - Sytuacja stawała się dramatyczna. Zezwolenie na lot nie obejmowało możliwości lądowania i przy braku odprawy celnej groziło poważnymi kłopotami. Bieszczady były zakryte do ziemi lodzącymi chmurami i opadami śniegu. Szansę na pomyślne przebicie ich przyziemnej warstwy stwarzały okolice Przemyśla i Rzeszowa, wiec w tym kierunku Sebastian skierował lot. Na szczęście spod zwartej powłoki wyłonił się po drodze Arłamów z betonowym pasem do lądowania. Mieli jeszcze ponad 2000 m wysokości, toteż zaczęła się rysować szansa na przeskoczenie jeziora w Solinie. Jednak prędkość przemieszczania się pod wiatr oscylowała między 22-28 węzłów przy przyrządowej około 90 kts - relacjonuje Tomasz Kawa, ojciec pilota z Bielska-Białej.

Sebastian Kawa nad Ukrainą · fot.


Załoga przecisnęła się nad zbocze koło Bezmiechowej i żeglując wzdłuż niego czekała na poprawę sytuacji. Stok szkoły szybowcowej w Bezmiechowej ciągle był jednak skąpany w chmurach i opadach śniegu nie dając szans na lądowanie. Ostatecznie Sebastian zawrócił do Arłamowa, gdzie bezpiecznie wylądował.

- Trudny, lecz piękny lot i wspaniały wyczyn. Przelecenie ponad 800 km przy tak krótkim dniu i manewrach przygranicznych potwierdza ogromny potencjał tego miejsca. Być może będzie ten lot małym przyczynkiem do odbudowy pozytywnych relacji z sąsiadami oraz tą kropelką, która przyśpieszy kruszenie bram i murów archaicznego systemu. Daj Boże, aby te piękne góry ze wspaniałymi warunkami do latania bezsilnikowego stały się dostępne dla pilotów i poszerzyły kiedyś obszar szybowcowego raju obejmującego w tej części Europy Beskidy, Tatry, Fatrę i Sudety - podsumowuje Tomasz Kawa.

Sebastian Kawa nad Ukrainą · fot.

BM / bielsko.info

REKLAMA

Komentarze